Elan Valley, kolejna perełka Walii

W Walii byliśmy wiele razy, jednak o Elan Valley dowiedziałam się dopiero od naszej gospodyni, u której gościliśmy podczas majowych ferii w Walii. Sama gospodyni – Jane, zasługuje na perę słów więcej, ale o tym później. Wspomniana już dolina Elan, znajduje sie niedaleko miejscowości Rhayader i jest znana przede wszystkim ze swoich tam wodnych, a jest ich aż sześć.

We’ve been to Wales many times, however I’ve never heard of Elan Valley before. It was our host – Jane, who mentioned it to us and I am extremely grateful to her for that. I will write more about Jane later. Elan Valley is situated near Rhayader, in Powys and is most know from its dams. There are six of them altogether and we visited all apart one.

DSC02036

Zapora Caban Coch znajduję się obok Visitor Centre, od którego warto zacząć podróż po tamach. Należy tam uiścić £2 opłaty parkingowej, na wszystkie pozostałe tamy.

Caban Coch Dam is situated near the Visitor Centre and is a great starting point for your visit to the Dams. You need to pay £2 parking charge and it covers you for all the car parks of the dams’ area, all day.

DSC02042DSC02043DSC02044

Zdecydowałyśmy pojechać najpierw w dół rzeki, aby póżniej wrócić na pozostałe tamy.

We decided to go downstream first, to go back to see the remaining dams later.

DSC02048
Garreg Ddu

DSC02050DSC02054

Podczas jazdy towarzyszyły nam wszechobecne owce i niesamowite widoki.

During our drive up, we were surrounded by the sheep and magnificent views!

DSC02059DSC02062DSC02064

Niektóre z tych zdjęć pstrykała moim aparatem moja przyjaciółka Agata, gdy ja musiałam skupić się na drodze🙂

Some of these pictures were taken by my friend Agata, when I had to stay focused on the road🙂

DSC02065
Claerwen Dam

Ta tama zrobiła na mnie największe wrażenie, ponieważ delikatnie przelewała się przez nią woda. Natomiast widok z góry zapierał dech w piersiach!

Claerwen Dam made the biggest impression on me as there was water overflowing the edge of dam giving it a look of a waterfall. The view from the top of a dam was absolutely breathtaking!

DSC02066

DSC02079

Stąd zawróciłyśmy w górę rzeki, aby obejrzeć pozostałe tamy.

At this point we turned around upsteream to visit another dams.

DSC02084
Pen-y-garreg

Zeby zobaczyć tą tamę, musieliśmy przejść spory kawałek lasem. Dzieci z początku marudziły, aby po chwili budować własne małe tamy na przepływających strumykach😀

To see this dam, we had a stroll through a woodland. Our children were pretty tired already but after a while started building their own little dams on the streams in our way😀

DSC02082

Ruszyliśmy ku ostatniej tamie… i był to chyba jeden z najurokliwszych odcinków na całej trasie.

We set off to the last dam and to my honest opinion it was one of the prettiest part of the whole valley.

DSC02086
Craig Goch

DSC02089DSC02100DSC02101

Po sutym obiedzie i pokazie karmienia Kitów (czyt. “kajtów”, pl. kania ruda, ptak drapieżny) szczęśliwie wróciliśmy do domu Jane, o którym obiecałam napisać. Znalazłam go szukając noclegów w Walii przez Airbnb. Ponieważ bardzo podobały mi się zdjęcia, cena za pokój była niewysoka i wliczone śniadanie, zdecydowałam się na rezerwację i tak mi się u niej spodobało, że ze parę dni jedziemy do niej ponownie. Jane znajdziecie tutaj.

After a rich dinner and a visit into Kites Sanctuary, we happily came back to Jane’s house. I found her on Airbnb website when looking for some accomodation in Wales and because the pictures and prices (breakfast included!) were very good I decided to make a reservation. We enjoyed our visit so much that we are coming back there soon. You can find Jane here.

DSC02179
Rhos Degla, dom Jane / Jane’s house

 

 

Popeye Village Malta

Któż z nas nie zna dzielnego marynarza, który swoją siłę zawdzięczał jedzeniu szpinaku? Otóż w 1981 powstał pewnometrażowy film “Popeye” z udziałem Robina Williamsa w roli głównej, a ze względu na bajeczną lokalizację, miejsce do zbudowania miasteczka filmowego, wybrano na północy Malty w Anchor Bay. Powiem tylko tyle, SUPER! Bardzo nam sie podobało.

There are not many people who don’t know who Popeye is. That brave sailor man was stuffing himself with spinach what gave him a huge strength. In 1981, Popeye’s home town of Sweethaven was recreated in Malta, Anchor Bay for “Popeye, the Movie”. We enjoyed that place very, very much!

DSC01361

 

DSC01367

DSC01369

W cenie biletu do atrakcji, o ile pamietam było to około 10 Eur, był wliczony krótki rejs po zatoce oraz do najbliższych jaskiń, kubeczek wina oraz dwie pocztówki. Uważam, że jak najbardziej warto, gdyż sam rejs był bardzo ciekawy.

The admission price of 10 Eur included a short cruise to the nearest caves, a little glass of wine and two postcards. It was well worth it.

 

DSC01371

DSC01379

DSC01375

DSC01370

Z Popeye Village na piechotę można dotrzeć do Mellieha Bay, pięknej i piaszczystej plaży. Stamtąd udaliśmy się do samego miasteczka Mellieha, gdzie w maleńkiej kafejce przy placu zabaw sączyliśmy zimne piwo i spoglądaliśmy z góry na roztaczający się przed nami widok na zatokę oraz wyspy Comino i Gozo.

From Popeye Village you can walk to the beautiful sandy beach at Mellieha Bay. We had a stop for a swim there and then we had a stroll to the top of Mellieha town where in a small cafe with an amazing view to Comino and Gozo Island, we had a nice and cold local beer.

DSC01388
Mellieha Bay

DSC01394

DSC01399

DSC01400

12705632_10209094599592821_1411944953592790121_n

Następnego dnia udaliśmy się w rejs na te właśnie wyspy, ale o tym będzie w następnym poście😉

On the following day we took a cruise to Gozo and Comino but you’ll read about it in my next post😉

 

Mdina w świetle zachodu / Mdina at sunset

Do Mdiny dotarliśmy już wieczorem, dlatego jedynymi otwartymi budynkami były głównie restauracje. Jakoś nieszczególnie mi to przeszkadzało, nie lubię tłumów, a w ten sposób mogliśmy na spokojnie poprzechadzać się po tych cudnych, wąskich uliczkach.

We reached Mdina in the evening, so the only buildings that were still open, were restaurants. I didn’t mind as I don’t like overcrowded places and we could have all these lovely, narrow streets for ourselves.

Kiedyś wspominałam, że Mdina przypomina mi Dubrovnik. To chyba te piękne budowle z piaskowca oraz wiszące w alejkach latarenki. Momentami doświadczałam swoistego Deja vu. Nie mogłam się powstrzymać od fotografowania tych wszystkich masywnych budynków, którym zachód słońca dodawał niesamowitego ciepła.

I mentioned before that Mdina reminds me of Dubrovnik. It seems to have similar limestone buildings and little lanterns hanging off the walls in the alleyways. I couldn’t stop taking pictures of all those grand buildings illuminated by the warmth of the sunset.

DSC01328

DSC01331
Katedra św. Pawła / St. Paul’s Cathedral

DSC01342

Z murów obronnych Mdiny można dojrzeć położoną nad morzem stolicę,Valettę

From the fortifications, you can see as far as to Valletta, the capital city of Malta.

DSC01340.jpg

DSC01353

 

DSC01332

DSC01350

Nie wiem, jak wam, ale z wszystkich maltańskich miast, które widziałam, Mdina podobała mi się najbadziej. Chętnie bym do niej wróciła. W następnym będzie o turystycznej atrakcji, która zarówno nam, jak i dzieciom bardzo przypadła do gustu, a mianowicie Popeye Village!🙂

In my opinion, Mdina is the prettiest of all the Maltese towns we’ve seen. In my next post I’m going to write about the tourist attraction, us and our children really enjoyed – Popeye Village🙂

DSC01362
Popeye Village

 

 

Rabat, arabskie budowle i figury święte / Rabat, Arabic buildings with statues of Saints

Jak pisałam w poprzednim poście, do Rabatu dowlekliśmy się aż z Dingli. Było już dość późno, więc wpadliśmy do centrum, żeby zdążyć jeszcze na ostatnie wejście do Katakumb św. Pawła. Zostało nam raptem 45 minut, więc obejrzeliśmy tylko same Katakumby oraz Grotę św. Pawła, w której ponoć się ukrywał.

As I mentioned in a previous post, we walked to Rabat from as far as Dingli Cliffs. It was late when we reached the town centre, so quickly we stepped into the Catacombs of St. Paul and to his Grotto, where apparently, he was hiding in Roman times.

DSC01302

DSC01304

Głębiej w mieście napotykaliśmy na typowo arabskie budynki, czasem miałam wrażenie, że znajduję się w Izraelu, a nie Europie.

Deeper in town, we came across more traditional Arabic buildings. I had an impression that I am more in Israel rather in Europe.

DSC01306

DSC01313

Co jeszcze rzuciło mi się w oczy, to to, że na Malcie napotkaliśmy na ogromną ilość kapliczek oraz figurek świętych. Stanowiło to niesamowity mix, ale jak wiadomo Krzyżowcy mieli ogromny wpływ na ukształtowanie miast i kultury Malty.

In all Malta, you can find many statues of Saints! It was an interesting mixture but we know that the Knights had an enormous impact on building Maltese culture and also towns.

 

DSC01309
Kościół św. Pawła / St. Pauls Cathedral

DSC01307

DSC01317

Po wyjściu z Katakumb poszliśmy zjeść coś tradycyjnego. W moim przypadku był to królik, który był niesamowity w smaku!

In Rabat I ate the best cooked rabbit ever!

12512396_10209080245673982_5361583768563129415_n

Po sytym obiedzie byliśmy gotowi na Mdinę, jedno z najpiękniejszych miast jakie dotąd widziałam, ale o tym przeczytacie w następnym poście.

After the rich and delicious dinner, we were ready for a visit in Mdina, one of the most beautiful towns I have ever seen but you’ll read about it in my next post.

DSC01320
Brama do Mdiny / The entrance to Mdina

Malta, spacer z klifów Dingli do Rabatu. / On the way from Dingli cliffs to Rabat.

Trzeciego dnia pobytu na Malcie, udaliśmy się autobusem na południe, aby zobaczyć klify Dingli. Stamtąd udaliśmy się na nogach do miasta Rabat, zwiedzając po drodze prehistoryczne jaskinie oraz ogrody Busket. Droga była dość długa i męcząca, ale widoki cudne.

On our third day on Malta, we went to the south of the Island to see Dingli Cliffs. On the way back on foot, we saw prehistoric caves and cart ruts known as Clapham Junction😉 It was quite a long walk but the views and the weather were gorgeous!

DSC01266

DSC01278

DSC01281
Prehistoryczne i tajemnicze rowy Cart Ruts wykute w wapieniu, nad których znaczeniem historycy spekulują do dziś.
DSC01287
Czy wy też widzicie w tych kamieniach twarze, czy to tylko moja wyobraźnia?

DSC01288

DSC01292
Wstąpienie do takiej jaskini jest fascynujące. Człowiek zastanawia się kto ją zamieszkiwał.
DSC01296
Busket Gardens zalożyli ponoć rycerze Zakonu Maltańskiego. Miały im służyć za miejsce rozrywki i polowań. Dziś pełno tam drzew cytrusowych i oliwnych.

DSC01297

DSC01300
Droga do Rabatu.
DSC01301
Zywopłot z kaktusów? A kto im zabroni?😉

Rabat i Mdinę, która mnie zachwyciła,zamierzam opisać w następnym poście. Do zobaczenia!

Cotswolds – sposób na udaną majówkę / Cotswolds ideal weekend

Cotswolds to rozległy pagórkowaty teren w południowo-środkowej Anglii, szeroki na 40 km i długi na 145km. Można zobaczyć tam nie tylko cudne wapienne wzgórza, ale również zabytki i liczne pozostałości dziedzictwa kulturowego. W ten weekend wybraliśmy się zobaczyć głównie wioski, które można znaleźć na każdych pocztówkach z Cotswolds.

//

Cotswolds is an area in south central England, 90 miles long and 25 miles wide. You can see there lovely rolling hills and many heritage sites. Last weekend we went to Cotswolds to see the tiny, landmark villages, present at every postcard from that area.

DSC01792

Hidcote Bartrim

DSC01788

Z Hidcote pojechaliśmy zobaczyć neogotycką Broadway Tower, która została zbudowana w 1797 roku.

DSC01800

W środku, oprócz zbiorów historycznych znajduje się pokój poświęcony “dobru narodowemu” Williamowi Morrisowi😉 a z platformy widokowej rozpościera się widok na całe Cotswolds i sarenki!

DSC01806

DSC01810

DSC01801

Stamtąd ruszyliśmy do Bourton-on-the-Water, gdzie najpierw nad rzeką zjedliśmy rybę z frytkami a później zwiedziliśmy muzeum motoryzacji.

DSC01812

DSC01819

DSC01830

DSC01831

Na koniec zostawiliśmy sobie Bibury, urocze miasteczko z XVIII wieku, które zobaczyłam kiedyś na zdjęciach u znajomych i od tamego czasu chciałam je odwiedzić!

DSC01858

DSC01834

DSC01837

DSC01860

DSC01862

Jak widzicie Anglia, to nie tylko Londyn. Mam wrażenie, że wlaśnie, to co poza nim, to prawdziwa Anglia. Czasem warto pojechać kawałek “za miasto”, żeby złapać oddech w pięknym otoczeniu i zieleni.

 

Bekonscot Model Village

Czy chcielibyście na jeden dzień zmienić się w olbrzymów i spoglądać na dachy domów z wysokości? Jest to możliwe w wiosce miniatur w Bekonscot, która jest o tyle niezwykła, że powstała już w latach 20tych! Odwiedzaliśmy już to miejsce wcześniej, ale spodobało nam się na tyle, że chętnie tam powróciliśmy.🙂

Would you like to become a giant for a day and look at the roofs of the houses from above? It is possible in Bekonscot Model Village, which was founded in the 1920’s. We had visited the site before but we liked it so much, we decided to come back.

DSC01745

DSC01753

DSC01761

Niektórym ekspozycjom dodano realizmu w postaci dymu lub ruchomych figurek, a dookoła całej wioski jeździ miniaturowa kolejka.

DSC01759

DSC01763

Dla porównania skali, kilka “gigantów” w tle😉

DSC01769

Precyzja z jaką były wykonane niektóre detale, wprawiała nas w prawdziwy zachwyt.

DSC01770

DSC01773

Każdego zachęcam do odwiedzenia tego miejsca, myślę, że spodoba się zarówno młodszym jak i starszym🙂 Cennik i więcej info na: http://www.bekonscot.co.uk/

 

 

 

 

 

Valletta w obiektywie / Valletta in pictures

Jak pewnie wiecie, La Valletta jest stolicą Malty. Jest też najbardziej wysuniętą na południe europejską stolicą i znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Podczas naszego pobytu, odwiedziliśmy ją dwukrotnie, a poniżej znajdziecie owoc tych odwiedzin, w postaci zdjęć🙂

La Valletta is the capital city of Malta and the sothermost European capital. It is also recognized as a World Heritage Site by UNESCO. We visited Valletta twice and underneath you can see the results of our walks through that beautiful town.

DSC01218

 

DSC01221

Na tym placyku piliśmy przepyszne milkshake’i!

DSC01220

 

DSC01242

DSC01643

 

DSC01647

DSC01646

DSC01649

Widok na Grand Port z Upper Barraka Gardens.

I jak wam się podoba Valletta?

 

 

W drodze do Valletty. / On the way to Valletta.

Pierwszego dnia pobytu na Malcie , zdecydowaliśmy zwiedzić jej stolicę. Do Valletty można dojechać autobusem. Bilet ważny jest dwie godziny, więc wielokrotnie wcześniej wysiadaliśmy, aby porozglądać się po okolicy.

On our first day of stay in Malta, we decided to see its capital city. You can go to Valletta by bus. Every ticket is valid for two hours, so we got off and on the bus many times on the way, to look around.

DSC01186

DSC01190

DSC01207

DSC01204

 

DSC01209

W dzielnicy Floriana weszliśmy do napotkanych ogrodów Sa Maison. Unosił sie tam oszałamiający zapach kwitnących pomarańczy, a co kawałek na słońcu wzlegiwał się jakiś  koteczek.

Just before Valetta, in Floriana, we stepped into Sa Maison Gardens, where we were overwhelmed by the scent of the orange tree flowers. Cats were sunbathing at every corner.

DSC01216

DSC01211

DSC01214

DSC01217

Sama Valletta zasługuje na oddzielny post, a zatem do następnego🙂

You’ll see the pictures from Valletta in the next post as they deserve a separate post! See you soon🙂

 

Dlaczego marzę o pustkowiu?

Biegniemy. Zawsze dokądś, zawsze po coś. Do pracy, do sklepu, na spotkanie, prezentację, wystawę itd.

Sama tak biegam czasem.

Któregoś dnia, robiąc wieczorem zakupy żywnościowe na następny tydzień (był to akurat Black Friday, start wielkich wyprzedaży w UK), zostałam zapytana przez podekscytowaną kasjerkę, czy byłam na wyprzedażach i czy udało mi się upolować coś ciekawego.

Serio? Wyprzedaże? Już nie zdawkowe “How are you?”, czy “Jak minął dzień?”, tylko wyprzedaże?Moja mina musiała mowić sama za siebie, gdyż nie czekając na odpowiedź, pani zaczęła skanować moje bułki i jogurty.

Tego wieczoru coś we mnie pękło. Pomijając fakt, że byłam mega zmęczona po całym tygodniu pracy, jak tylko dotarłam do samochodu, wybuchnęłam płaczem…. Pomyślałam sobie, w jakim społeczeństwie żyję, dokąd to wszystko zmierza, skoro priorytetem większości z nich jest konsumpcjonizm i pozerstwo.

Teraz zaczynam rozumieć ludzi, którzy rzucają wszystko i ruszają w podróż w nieznane, aby odnaleźć spokój, odnaleźć siebie… Zagubiliśmy się w tym pędzie po to, czy tamto. Tracimy z oczu to, co najważniejsze…. Spokojny posiłek z rodziną, spacer z dzieckiem, czy choćby wspólne przeczytanie parę stron książki na dobranoc.

Czasem marzę, żeby popsuł mi się telefon, żeby im wszystkim się popsuły… Ludziom w restauracjach wlepionych w ekrany, matkom, które zamiast witać dzieci z uśmiechem pod szkołą, wiszą na swoich telefonach.

Ostatnio miałam okazję być świadkiem takiej sceny. Na lodowisku, odstrzelona mamusia, próbuje zrobić smartphonem zdjęcie swojej  równie odstrzelonej, może czteroletniej córeczce. Dziewuszka rwie się do jazdy na łyżwach, cała rozemocjonowana. A mamusia co? Każe dziecku stać nieruchomo, dopóki nie zrobi zdjęcia. A zdanie: “Jeszcze raz się poruszysz, to schodzisz z lodu!”, kompletnie mnie rozwaliło.

Echhh, no i dokąd ten świat zmierza? Wzorce, jakie przekazujemy swoim dzieciom po prostu mnie przerażają.

Ja sama nie jestem wolna od podobnych grzeszków. Dopiero, gdy stanę z boku, widzę jak ludzie z telefonami w dłoniach strasznie mnie denerwują. Mam wrażenie że, nie żyją dla tych obok, ale dla tych, którzy ich obserwują w sieci….

Czasem chciałabym się cofnąć do początku lat trzydziestych, gdy nie było jeszcze całej tej szaleńczej elektroniki. Mogłabym siedzieć w bujanym fotelu i czytać książki lub szyć ubranka. Możecie powiedzieć, że teraz też mogę tak robić, że to mój wybór jak spędzam wolny czas.

Mogę…. I chyba właśnie dochodzę do konkluzji, że chyba czas wycofać się bardziej do realu…

A może jednak rzucić wszystko i pojechać na jakieś stepy Kirgistanu, to nie jest taki zły pomysł?

DSC08293-2